Każde dziecko potrzebuje beztroskiego dzieciństwa. Wielu może wydawać się to oczywiste, ale jednak nie wszystkim. Na pewno nie osobom, które takiego "beztroskiego" czasu nie doświadczyły. Pewnie każdy kojarzy (chociażby ze słyszenia) skrót DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Istnieje także inny (mniej popularny) : DDD, który dosłownie oznacza Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych.
Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych najczęściej doznają zaniedbań. Mogą one być natury emocjonalnej (brak uwagi, wsparcia, miłości i akceptacji ze strony najbliższych). Ale także natury społecznej czy biologicznej (niedożywienie, zaniedbywanie podstawowych potrzeb dziecka). Wydaje mi się jednak, że najczęstszą przyczyną dysfunkcji jest brak poczucia bezpieczeństwa. Wynika to z tego, że np pijany rodzic wraca do domu, robi awantury, więc każdego dnia dziecko boi się, że tata kolejny raz wróci pod wpływem alkoholu. Siłą rzeczy nie czuje się wtedy bezpiecznie. Jest to pewnego rodzaju emocjonalna huśtawka. Dziecko nie czuje się pewnie w swoim domu. Jest zależne od poczucia humoru swoich najbliższych. Od ich stanu. Od najmłodszych lat obserwuje ono takie zachowania, więc w dorosłe życie wchodzi z przekonaniem, że jest to całkiem normalne. Że świat jest niestabilny, pełen niekoniecznie miłych niespodzianek. Woli nie angażować się w nic głębiej, żeby uniknąć rozczarować.
Według psychologów u wszystkich Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych można wymienić takie same cechy. Są to : zaburzone poczucie własnej wartości, usztywniony schemat myślenia (osoby z zewnątrz odbierane są jako zagrażające; ja - ofiara, świat - agresor), poczucie wyizolowania, nieumiejętność przebywania w towarzystwie, lęk wobec osób mających nad nami "władzę", nie dostrzeganie własnych potrzeb i jednocześnie spełnianie oczekiwań innych, problemy z samooceną, lęk przed odrzuceniem, poczucie braku oparcia, odmawianie sobie praw do przyjemności i życie w poczuciu bycia nieszczęśliwym. Dla niektórych brzmi to pewnie nieprawdopodobnie. Ale z własnego doświadczenia wiem, że tak niestety jest. Później, już w dorosłym życiu, nieświadomie wcielamy się w rolę osoby, która zawsze wszystkim niesie pomoc. Jest gotowa zrobić wszystko, żeby tylko drugi człowiek był zadowolony i uśmiechnięty (bo przecież ja się nie liczę). Nie patrzy w ogóle na swoje potrzeby, plany, odczucia. Robi to, bo myśli, że jeśli nie pomoże albo czegokolwiek nie zrobi, to ten człowiek potraktuje ją tak, jak rodzice. Zwyczajnie się boi.
Sposób funkcjonowania Dorosłych Dzieci jest dość schematyczny. Często wchodzą one w rolę "ofiary", bo od małego są do tego przyzwyczajone. Pozwalają innym (często nie do końca świadomie) znęcać się nad sobą psychicznie czy też wykorzystywać. Osoby te bardzo często mają skłonności do kłamstwa. Uważają, że jeśli powiedzą komuś coś szczerze to (według zaobserwowanych wcześniej schematów) ta osoba po prostu się tym nie zainteresuje, nie będzie to dla niej istotne. A to wywoła kolejną przykrość i rozczarowanie u naszego "dziecka", więc skoro chce unikać tych sytuacji wychodzi z założenia, że lepiej wcale nie mówić nic szczerze.
Oczywiście wyleczenie się z syndromu DDA lub DDD jest możliwe. Wystarczy podjąć odpowiednią terapię u psychologa (indywidualną lub grupową). Podczas spotkań takie osoby uczą się jak samemu dla siebie stać się kochającym rodzicem, wspierają siebie nawzajem i dzielą doświadczeniami. Przebudowywane jest własne, chore myślenie. Uczą się także podejmowania WŁASNYCH decyzji i biernych reakcji na cudze zachowanie. Tak, aby później jak najlepiej radzić sobie z otaczającą nas rzeczywistością. Cały proces jest indywidualny. Niektórym może zająć kilka miesięcy, a innym kilka lat. To wszystko zależy od naszych cech oraz tego, jak głęboko zostaliśmy zranieni. Wiadomo, że wszystko będzie odbywało się stopniowo. Na pierwszym spotkaniu psycholog nie wypytuje o szczegóły, zranienia i lęki. Dopiero w momencie kiedy sami poczujemy się z nim bezpieczni i zechcemy podzielić się tym wszystkim, co chowamy w swoim wnętrzu, będziemy mogli się z tego uwolnić. Wówczas stajemy się osobą dorosłą, która nie jest już więziona przez urazy z dzieciństwa.
Nie każdy, kto pochodził z rodziny, gdzie występował problem alkoholowy lub inna dysfunkcja ma problemy z własnym "ja" w dorosłym życiu. Na pewno są ludzie, którzy byli tak silni, że od początku już sobie jakoś radzili. Nie dali sobie wmówić, że są beznadziejni, do niczego nie dojdą i w ogóle to był błąd, że się urodzili. Wierzę, że takie mocne osoby również są. I mega im gratuluję. Ale wierzę także, że Ci wszyscy ludzie, którzy borykają się ze swoimi "dysfunkcyjnymi" zachowaniami na co dzień, staną na nogi. Odważnie wezmą swoje życie w SWOJE ręce i stawią czoła wszystkim zranieniom i rozczarowaniom.
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz